|
Pan Alan, czyli kobietą być. (uwaga: wielozgłoskowiec nieprzyzwoity)
Szedł alan w głuchą, ciemną noc
niosąc pod pacha wełniany koc,
gdy nagle zza krzaka
wyskoczyła mysz i Storyteller dał drapaka.
gnał przed siebie w oczach z obłędem
niczym pod wiatr, strusim pędem
wtem patrzy, a tu rzecz niesłychana.
cała dzielnica wodą zalana
woda z lewej, woda z prawej,
Alan biegnie coraz żwawiej
oczom swym nie chce dać wiary
wszak muszą to być czary
a na słynnym Paddingtonie
wszystko tonie
woda wdziera się do domów,
ludzie udają się do schronów,
lan popatrzył, głową pokręcił,
nie pomagają najlepsze chęci!
na próżno szuka storyteller łódki.
Wzrok jego jest za krótki!
zmęczone oczy z trudem wytęża,
lecz dojrzał tylko w zaroślach węża.
wąż jako gad zimnokrwisty,
wzbudził w nim lęk oczywisty,
tymczasem deszcz zaczął padać,
storyteller postanowił to zbadać,
wyjął lupę z kieszeni
ani widu słonecznych promieni.
mrok gęsty utrudnia badania
a wąż najwyraźniej nie jadł śniadania
pioruny niebo przecinają,
dziwne kształty w chmurach wyplatają,
syczy groźnie wąż z zarośli,
piaty dzień juz zwierzak pości!
w brzuchu węża, kiszki marsza grają
czas by ktoś się nimi zajął
a nasz alan, krągły przecie
choć od dawna jest na diecie
kaskiem byłby smakowitym ,
waz stałby się wreszcie sytym,
uważaj alan, na węża jad i kły!
bo gad ten z głodu jest naprawdę zły!
wściekle majda ogonem,
twoje dni mogą być już policzone!
uciekaj czym prędzej daleko!
najlepiej w ramiona kobietom:)
ale alan, chłop morowy
zwiał wprost na plan filmowy
bo kobiety, choć płeć piękna
być wśród nich to udręka
tak w życiu, jak i w filmie,
kobieta rządzi mężczyzną silnie ;]
chłop kobicie nie podskoczy,
a alan, mimo iż uroczy,
wstydzi się dam szczerze
ktoś zaprzeczy? nie uwierzę!
dłoń ma ująć - wstydem plonie!
grzeszne są kobiece dłonie!
a kolana?
te działają na alana
niczym czosnek na wampira.
nawet gdy uroda damy wcale mu niemiła
bo kobieta, alan powie, tylko jedno jest w jej głowie!
ona tylko czyha na mężczyzny cnotę ;}
wykorzystując panów głupotę,
niecne plany wprowadza w życie,
działając sprytnie, szybko, skrycie,
wszystko to alana bardzo martwi,
bo gdy wpadnie jednej takiej w oko,
to juz na nic prośby i błagania,
na nic próby się wyrwania
z rak, ze szponów, z dłoni, z objęć,
gdyż kobieta jak cos juz posiądzie,
to nie odda za nic w świecie.
no i spróbuj uciec takiej kobiecie?
lecz z przemyśleń tych zawiłych
wyrwał misia dźwięk niemiły
ni to pisk, ni zgrzyt czy chrobotanie,
zaiste dźwięk to dziwny niesłychanie!
miota się miś po kątach,
i pilnie się rozgląda,
próbując źródło hałasu odszukać.
pisk ustal, lecz cos zaczęło kukać,
potem niespodziewanie
wąż zaczął robić pranie.
a storyteller luby
uciekał od swojej zguby,
od kobiet uwielbienia
lecz nie zauważył korzenia!
biedny alan legł jak długi,
u drzwi wiekowych framugi,
pech alana prześladuje od rana,
jak nieszczęście odgonić?
co uczynić, aby czasu nie trwonić?
wtem zabłysła idea
w umyśle storytellera,
wiem! udam się do wróżki.
i tak ni z gruszki ni z pietruszki
udał się alan zapoznać się ze swym losem
lecz efekt wyprawy skończył się prawdziwym ciosem
gdyż wróżka, kobieta dorodna i śmiała
pokochała go pierwszego wejrzenia i przestać nie chciała
słała mu uśmiechy i wiele mówiące spojrzenia
czego dokładanie pragnęła, to bez znaczenia
gdyż alan to mężczyzna z zasadami
i żadna z pań go nie omami!
on jest aktorem, historie opowiada!
a ta kobieta bzdury mu gada!
coś o uczuciach i przeznaczeniu
i o maślanej tarty jedzeniu.
i patrzy w niego baranim wzrokiem,
chciał się więc szybkim oddalić krokiem.
lecz wtem! laboga! co za potworność!
kobieta całkiem straciła godność!
i zrozpaczona, we łzach tonąca
w sercu alana czule struny trąca.
a plączące kobiety
nie dla alana niestety.
przeraził się nieborak bardzo
i choć duszę ma hardą,
do ucieczki szybkiej się zbiera,
kiedy nagle okno się otwiera
podmuch wiatru złowieszczego
w głąb pokoju juz się wdziera.
i na skrzydłach pegaza,
w cudnej i lśniącej zbroi
juz przybywa wybawca,
co się kobiet nie boi!
uśmiech ulgi rozjaśnia alanowe oblicze!
"czekaj tylko, ty wróżko! ja się z tobą policzę"
takie słowa juz słyszy zapłakana niewiasta
od wybawcy, co przed nosem szabelką jej szasta!
"oto jestem! ja, która cnoty jego bronie!"
a nasz luby juz do niej swe wyciąga dłonie.
wyciąga swe dłonie, lecz co to?
cóż dzieje się z tajemnicza istotą?
nagle wybawca zmienił oblicze,
znikły jej rysy tajemnicze,
prysnął czar jak banka mydlana,
zniknął urok, tuz przed nosem alana,
postać rosnąć zaczyna,
niczym balonik się nadyma,
oczy jej ciskają pioruny,
cóż to za wybryk natury!
szkarłat oblał jej lica,
i przy delikatnym świetle księżyca,
ta, aktora miała być wybawca rzecze:
piękna nie jestem, nie przeczę
lecz poznajesz me lico, tego się nie zapomina!
to ja mowie- twoja dziewczyna!
para jesteśmy, choć ślubu nie mamy
gorącym uczuciem do siebie pałamy
juz pod lat wielu, nikt ich nie zliczy...
i księgowy, i leśniczy,
jam ci twoja rima!
czy to lato jest, czy zima,
ja po ścieżkach życia cię prowadzę,
ja pomagam, wspieram, radze,
ja cię kocham, ty mnie tez,
wiec teraz w nagrodę to ode mnie weź
i to powiedziawszy, alanowi wręczyła.
płaszcz urody przecudnej, co go dziś kupiła!
patrzy alan, nie wierzy!
ku wybrance swej bieży
zgniłą zieleń płaszczyka
wciąż podziwia, dotyka!
serce mu się raduje, z ust uśmieszek nie schodzi,
brew do góry podnosi i do rimy podchodzi.
och, mila moja, zaiste nie trzeba było
ale nie ukrywam, ze jest mi bardzo milo.
tyś moja jedyna, tobie się powierzam,
do ciebie ścieżką życia zawsze i wszędzie zmierzam.
mówiąc te słowa, miś się zarumienił
i kolor skory z bladego na różowy zmienił.
i tak z twarzą koloru ćwikły,
alan przymierzył prezent niezwykły,
ach! cóż za kolor, cóż za krój!
a on jest tylko mój!
z nikim się nim nie podzielę!
będę w nim chodzić juz zawsze, i w święta, i w niedziele,
bo to płaszcz niemal magiczny,
odciągnie ode mnie urok tragiczny
i tak w płaszczyku krąży alan po pokoju.
jedna myśl nie daje mu spokoju
cóż będzie gdy nastaną upały
czy będzie na tyle wytrwały
i płaszcz na sweter zamieni
i na jakiś czas pozbędzie się zieleni
na rzecz tego z wełny cuda
które zdobi wielka papuga?
wszak wieczorami, myśli alan, moja rima mała
sama mi owe okrycie na drutach dziergała
bym w zimnej i srogiej kanadzie
w mrozów napadzie
czuł ciepło, co z serca jej płynie!
to wszystko dzięki mej dziewczynie!!
i wdzięczność mu serce zalała,
i myśl w nim powstała wspaniała!
ja prezent jej sprawie przecudny
choć wybór może być trudny
bo cóż rima by mieć chciała?
rzecz jasna, oprócz alana,
a toście moi mili,
wielki kłopot mi sprawili,
bo co ja biedny storyteller zrobię,
gdy pomysłów brak w mej głowie,
trzeba porady zasięgnąć.
czyjej? wszystko jedno!
niech mi ktoś pomóc raczy,
cudzoziemcy i rodacy!
zwracam się do was z apelem
o pomoc w te piękna niedzielę
jam biedny jest niesłychanie,
bo cóż mam kupić dziś swej damie
czy wystarczy jej najpiękniejsze ubranie,
a może stajnie i konia szybkiego
niczym wiatr przed siebie pędzącego ,
a może ją gdzieś zabiorę,
do kraju pięknego, życiem tętniącego,
lecz przez umysł alana przewija się tysiąc myśli naraz
setki pomysłów, myśli złote,
aż czoło zalewa mu się potem.
otarł pot z czoła,
rozglądając się pilnie dookoła,
musze znaleźć natchnienie,
lecz jak to zrobić? nie wiem.
może medytacja? akupunktura?
nie ma mowy toż to tortura!
kto mi pomoże w tak trudnej chwili,
o jakiej filozofowie nawet nie śnili.
nagle alan dostrzegł dziwne stworzenie,
czyżby to było wspomniane natchnienie?
nie, wygląd kreatury raczej cudaczny
jakby diabeł jakiś dziwaczny.
szatan! czart! dzika bestia!
alan biedny, nieporadny,
a to zbliża się dość szybko,
w jego stronę, raźnym krokiem
jest juz bardzo, bardzo blisko!
i w tej chwili dosyć krótkiej
stwor w krąg światła wszedł powoli.
najpierw rogi, potem nogi,
ogon, zęby i kopyta,
ciało jego łuska skrywa, niczym czarna peleryna.
wreszcie oczy swe ukazał,
tak nieczyste, tak spragnione,
małe i krwisto czerwone.
niczym bezsennością umęczone
alan myśli: to już koniec !biada oj biada!
przyjdzie mi paść ofiara psa sąsiada!
trwoga go przeokropna ogrania
lecz co widzi? po drugiej stronie ulubiona piekarnia
tam zawsze znajdzie schronienie
a ciepła bułeczka zaspokoi łaknienie
które zawsze od stresu się wzmaga
a nasz alan nie łamaga,
wiec spokojnie i statecznie biegnie ku piekarni
co go może nawet maślaną tartą nakarmi!
wpada tam co zywo, blednym wzrokiem toczy
i wtedy jakieś cudo rzuca mu się w oczy!
naszyjnik jak marzenie! co czarem swym zachwyca!
lecz niestety ma go na piersi nadobna dziewica!
sięga dłonią swa alan, by go zdobyć dla rimy!
sięga, o tym nie wiedząc, wprost ku piersi dziewczyny!
ta się cofa spłoszona, strachem juz przeniknięta,
bo się boi wariatów, tak jak wszystkie dziewczęta!
alan niczym zaklęty wprost na dziewczynę naciera,
a w myśli zadowolony juz ręce zaciera.
oj ucieszy się rima, będzie miała z czego,
naszyjnik - czyste złoto, 24 karaty,
ale najmniej ucieszy się rima z alana
kiedy juz go wsadza za kraty,
bo oto dziewka po telefon chwyta
i krzyczy na cale gardło: policja! ratunku! policja!
tu mówi kostner alicja!
przyjedzie udzielić pomocy,
bom jest ofiarą przemocy!!
szaleńca mam w moim sklepie!
pospieszcie się wiec lepiej!
a alan jak urzeczony,
w jej dekolt wciąż zapatrzony
przegania ja po sklepie
bo chce się poczuć lepiej!
chce juz mieć prezent z głowy,
do pudła jest iść gotowy!
wiec na policje nie zważą
i na skandal się naraża
wtem przyszedł czas opamiętania
wielkie nieba - jestem bez śniadania!
a do tego kompletnie bezmyślny i pozbawiony taktu
co ja czynie? przecież wyznaje doktrynę "zero fizycznego kontaktu"
a tymczasem to kobieta i musnąłem jej ramienia
będę musiał teraz w pracy szukać drogi odkupienia
i wybierać takie role, w których moje postacie
żyją tylko i wyłącznie na zielonej sałacie
bom się dopuścił z grzeszna istota fizycznego zbliżenia
i tylko post może przywrócić sens mego istnienia
a przy tym kostiumolog się ucieszy
bo każdy strój juz coraz ciaśniejszy
wreszcie zakończy się wielkie szycie,
powiem szczerze, marzyłem o tym skrycie.
i o jedna z moich fanek będzie mniej nareszcie,
bo mój brzuszek, chociaż sławny
zatonie w pamięci odmęcie.
lecz policja raz wezwana
nie odpuści już tak łatwo,
co ja teraz zrobić mam
aby uszło mi to gładko?
przeprosiny i prezenty
to już chyba tu nie przejdzie
może kiedyś pójdę do niej
i zaśpiewam po kolędzie?
lub odtańczę jezioro łabędzie
wprawę mam jakich mało
nie raz się przed lustrem tańcowało
co na zdjęciach widać często
drobne kroczki stawiam gęsto
i do skoku się szykuje
lecz śmiałości mi brakuje
by zakończyć go obrotem
lądowanie jest kłopotem
i dlatego pilnie ćwiczę
liczby podjeść wszak nie zliczę
układ stóp mam w małym placu
nikt jak ja nie wiruje w walcu!
tylko czy to dziś wystarczy?
bo dziewczyna ciągle warczy
wtedy wpadł na pomysł śmiały!
przybrał uśmiech doskonały,
i swym cudnym, boskim głosem
zaczął mówić jej z patosem,
ze przeprasza, ze się wstydzi
i ze grzechy swoje widzi.
i na zgodne ma pragnienie
spełnić jedno jej życzenie
oczy jego ciemne na nią patrza,
zachód słońca oświetla sylwetkę baczną,
napięcie da się wyczuć w powietrzu
i tylko czas upływa w niewiedzy...
wnet kobieta mówić zaczyna,
a słowa nikną w pamięci głębinach,
dźwięk tych slow niczym grzmot uderza,
w melodie dynamiczna się zlewa.
nic jej zatrzymać nie zdoła,
nawet alan nie potrafi stawić jej czoła,
a prośba tak straszna była,
ze aż alana przeraziła.
wszak dziewczyna oszalała
chce dotykać jego ciała
a on na to nie pozwoli
może prosić go do woli
nie spełni jej życzenia
nawet mimo marudzenia
nie zezwoli na klepniecie
to juz byłoby przegięcie
nawet rima, choć swawolna,
do klepania nie jest zdolna
wszak pośladki to rzecz święta
i zbrukana - gdy klepniętą
o tym mowy być nie może
i błaganie nie pomoże
bo zasada to zasada
kto ja złamie - temu biada!
tyłek nie jest do klepania!
ni do wzroku zaczepiania,
możesz, co najwyżej, o nim marzyć,
lecz i to się niekoniecznie zdarzy,
bo to prawie kontakt jest nieczysty,
i co z tego, że psychiczny?
ale dziewczę kreci nosem na te słowa,
i zaczyna znów od nowa,
warczeć, mruczeć i i złorzeczyć,
alan nie chcąc jej rozwścieczyć,
ani pogłębiać jej złości,
juz do granic możliwości,
układ taki oto stawia.
co dziewczynę zastawia.
on poklepać sie pozwoli,
i to ile chce! do woli!
i się nawet nie obroni....
gdy panienka go dogoni!!
tu uśmiechnął się spod nosa,
bo dziewoja była bosa!
bez bucików, gołe stópki!
bieg wiec będzie bardzo krotki!
ruszył alan i ucieka,
wtem obejrzał się z daleka,
tak jak każdy, co ucieka.
gdzie dziewczyna, czy dogania?
dosyć miał tego biegania!
więc taksówkę złapał w lot
wskoczył do niej niczym kot
na lotnisko - woła basem
poczym się zapina pasem
auto rusza, opon pisk
rimie wyśle długi list
i wyjaśni całą sprawę
co zawiła jest okrutnie
potem drzemkę sobie utnie
ale to już w czasie lotu
by nie robić tu kłopotu
bo ma skłonność do chrapania
zwłaszcza w chwilach wyczerpania
jakie teraz go dopadło.
na dodatek by się zjadło
jakąś tarte z rabarbarem
wiec rozgląda się za barem
baru nie ma, czasu nie ma
co za życie! co za ściema!
może chociaż kanapeczkę
taka małą, z ogóreczkiem
lecz taksówkarz, człowiek srogi
mówi, że juz koniec drogi
na lotnisku są basta
na zegarku jedenasta
do odlotu kwadrans krotki
można sobie chlapnąć wódki
na odwagę, mówi panu
w marynarce z celofanu
bo latanie to rzecz straszna.
ale wtedy myśl rubaszna
nagle w głowie mu zaświta.
myśl doprawdy znakomita!
bo to przecież w samolocie
jeść mu dadzą po odlocie,
smakołyki, tarty wszelkie!
zgaszą tez pragnienie wielkie.
bo dla wina, co tu gadać
można i w samolot wsiadać!!
wiec to myślą ucieszony,
pędzi na lotnisko jak szalony,
jak gazela, antylopa,
mknie w podskokach,
szalik furkocze za nim swawolnie,
jakąś babcia krzyczy: "wolniej panie !wolniej!"
lecz alan inna myślą jest zajęty,
"niech to szlag pomyliłem zakręty!
Miałem biegnąć w prawo, a ja w lewo pędzę,
Jeszcze tutaj jakieś jędze,
O bilecie cos gadają,
Czyż one sobie sprawy nie zdają,
Jak ja się teraz śpieszę?"
Lecz ku jego uciesze,
Do samolotu go wpuścili,
Gdyz właśnie zajarzyli
Ze facet ten zziajany,
To jest aktor znany,
Mówi pilot stewardessie: "No pani wie to chyba,
Alan Dickman się nazywa"
Storyteller na pokładzie,
W słabości napadzie,
Krzyczy: "Wina, wina dajcie!"
A jak umrę pochowajcie!
Jam strachliwy, w nerwach cały
Stewardessy jeść nie dały
Jeszcze dziewczę za mną bieży
takie straszne, bez odzieży
Co mam robić? Cóż radzicie?
Swa mądrością się chwalicie
A ja człowiek jestem slaby
nadwrażliwy na powaby
Dusza ma lękliwa trochę
A to dziewczę ma radochę
biega w przejściu prawie gola
dekolt wielki jak stodoła
zmiany miejsca się domaga
złe spojrzenie nie pomaga
chce siadać kolo niego!
brakowało tylko tego!
dziewczę miejsce chce od okna
jej mina wielce jest zalotna
kiedy mknie tam z bagażami
w rzędzie tym są całkiem sami
tylko Alan i dziewczyna
oraz jego sroga mina
i brzuch w którym kiszki grają
a tu jeszcze jeść nie dają,
dziewczyna, mimo iż jest bosa,
rześka jak poranna rosa,
goni wciąż Alana,
dopomina się klepania,
Alan miedzy fotelami, ucieczki szuka,
lecz uciec tej dziewczynie, to jest sztuka!
wnet ukrył się w kabinie pilota,
"Aha! Tu nie znajdzie mnie ta hołota!
Posiedzę tu chwilkę, poczekam,
Dzieweczka pomyśli, że coś jest nie tak,
I znużona tym pościgiem,
Wróci do piekarni migiem,
A ja wtedy po cichutku, na moje miejsce wrócę
I nareszcie ciężar z serca zrzucę"
I gotowy ukrywać się tu dniami i nocami,
Ostrożnie zagląda w szparę między drzwiami,
Dziewczę nie wygląda na zrezygnowane,
Więcej! Rozsiadła się i maluje paznokcie - niesłychane!
Alan zdenerwowany obrotem sytuacji,
Zbyt pewien swych racji,
Zapomniał o jednym szczególe,
Kluczyka w drzwiach nie przekręcił w ogóle,
I oto pilot drzwi z rozmachem otwiera,
Co widzi? Przerażonego Storytellera!
Siedzi cicho w kącie,
nawet palcem nie ruszy,
jak głaz niewzruszony
Alan strapiony spoczywa i strasznie kruszy!
Bo oto Mis bułkę znalazł w schowku pilota
i aby zabici głód co w żołądku zamieszkał
Alan siedzi i wcina
niczym mała mysz małego orzeszka.
Wielki Kaczor wstał powoli,
wyprostował się, otrzepał
i rzekł głosem, jakby z dolin
do zdziwionego człowieka:
Ja się schować tu musiałem,
bo mnie goni dziewczę z ciałem
pięknym może i ponętnym,
ale jam nie bardzo chętny!
Do mej słodkiej Rimy lecę
by jej nowa kupić kiecę!
I buciki i pończochy!
By przestała stroić fochy!
Czy zrozumiał pilot młody
pokręcone te wywody?
Och! A jakże! Bez problemu!
Lecz zapytał tylko : Czemu?
Czemuż tak ci wstrętne dziewki?
Al się wzdrygnął do poszewki
Odpowiedzieć jednak musiał,
Pilot się ze śmiechu zsiusiał,
gdy usłyszał te powody.
Toż to temat na poemat nowy!
Alan wciąż tłumaczy, niezbyt składnie, pilotowi,
Czemuż to się dziewek boi,
Śmiech pilota niczym grzmot zadudnił po kabinie,
Gdy Al opowiadał o dziewczynie,
Piekarence, ciała- źródła grzechu, właścicielce,
I o pakcie jakim spisał z nią naprędce,
I klepaniu, i ucieczce, i lataniu,
I że strach go trawi, ze się to dziewczę tutaj zjawi,
I wbrew woli jego, jednak zgodnie z umową,
Klepnie go prosto w tyłek zawodowo.
Pilot brwi zmarszczył, pomruczał pod nosem,
W końcu rzekł tajemniczym głosem,
"Chyba panu pomoc mogę, ale nie za darmo.
I ta oto prosto droga
wyszedł Rickman z bagna suchą nogą
Zapłaciwszy pilotowi sumkę całkiem sporą
wysłuchał jego porady z niezwykłą pokora
rozwiązanie problemu jest bardzo blisko
wystarczy tylko zmienić nazwisko
i może z wyglądem nieco się zabawić
na przykład peruczkę sobie szybko sprawić
najlepiej taką z loczkami i długą kitką
wtedy można być pewnym: kobiety w mig znikną
a jeśli jeszcze i brzuch powiększymy
spłoszą się wszystkie natrętne dziewczyny
Alanowi pomysł wydal się doskonały
Spędził potem dzień cały,
Aby pomysł wprowadzić w życie,
Plan się udał wyśmienicie,
Gdyż, co za okazja!
Ma szansę zrobić z siebie błazna.
Strój z epoki, z klamrą pantofelki i peruka z kitką,
Atak serca u Alanholiczek, całkiem blisko,
Tak moje drogie panie to: "Pachnidło".
Film to będzie doskonały
Alan już w uśmiechach cały
zagra rolę ojca z epoki
założy perukę spowitą w loki
surdut i sztuczne brzuszysko
zapowiada się niezłe widowisko
historia jest bardzo pogmatwana
czyli idealna dla Alana Rickmana
a kobiet na planie jest tylko jedna.
niestety niewiasta niezbyt wybredna.
Wychodzi z założenia
że ważne są tylko marzenia.
Nieważne brzuszysko i loki
śmieszne ciuszki z dziwacznej epoki.
Ona pragnie Alana
choćby nawet w stroju pawiana.
Alan pyta Dustina,
jakaż mych cierpień przyczyna?
Cóż czynić, poradź Hoffmanie
zmęczą mnie w końcu te panie.
Rada moja jest prosta
pragniesz spokoju- kobietą zostań.
Dzieło zbiorowe. Pomysł: Szabelka. Wykonanie: Szabelka, Mess, Kornelia, Tess, Suzansh, Ivy.
|
![]() |